Potrzebujemy przyjaciół
©julitagrodek 08.03.25
Świat jest pełen samotników, z wyboru albo z innych przyczyn. A przyjaźń, to oczywiście relacje. Jeżeli w związku partnerskim, czy miłosnym brakuje przyjaźni, to co najmniej jedna ze stron czuje się niewygodnie. Robi się z tego trochę interes. Ja daję to, ty dajesz to, i jesteśmy razem. W założeniu ma to być wygodne, ale powstaje uczucie obcości. Niedawno pewna młoda kobieta opowiadała mi o swoim chłopaku. Ona pracuje w korpo, on ma trochę bardziej wolny zawód. Ona mówi: „Ja mu ciągle daję feedbacki, staram się, ale on zupełnie nie wie, o co mi chodzi. Czuję się w tym związku taka samotna”. Mamy tutaj sytuację, kiedy jedna ze stron nie chce mechanicznego raportowania sobie nawzajem. Teoretycznie ono powinno działać, ale bycie w związku, to nie praca w korpo. A przynajmniej nie dla każdego.
Uczymy się poprzez relacje i w relacjach. Także w relacjach z samym sobą, ale to inna sprawa. Wejście w dowolną relację z postawą przyjacielską może nie być łatwe ze względu na charakter. Niektórym to przychodzi naturalnie, podczas gdy ktoś inny jest zawsze napięty, chce dominować, albo antagonizuje, szuka różnic, od razu chciałby wymieniać poglądy. Mam takie okresy, że kursuję między Warszawą a Podlasiem, i kiedy jestem w Warszawie, jeżdżę windą w moim bloku. W tej windzie poznaję ludzi. Z jednymi rozmawiamy sobie po przyjacielsku, śmiejemy się, albo gadamy o głupotach. Inni z kolei bardzo się kontrolują, albo są zbyt wyrywni, podsuwają mi pod nos komórkę z jakimś newsem politycznym i pytają, co ja o tym sądzę. Tacy ludzie chcą się konfrontować. W żargonie psychologicznym powiedzielibyśmy, że mają niski próg wzbudzania się, a jak się już wzbudzą, to nie potrafią wyhamować.
Oczywiście, postawa przyjacielska, to nie to samo, co przyjaźń. Przyjaźnienie się wymaga czasu i uważności. I tego poczucia, że ktoś nas dobrze zna, słucha i akceptuje, wtedy jest to naprawdę komfortowe. Możemy być autentyczni. Nasze zalety są mile widziane, nasze trudne cechy brane w nawias, albo delikatnie wyśmiewane – tak, że ten słynny feedback jest, ale bez ciągłego „stania na dywaniku u pani dyrektor”. A najbardziej doceniana jest po prostu nasza obecność. Z przyjacielem można się pokłócić, a potem pogodzić. Kiedyś moja córka powiedziała o swojej przyjaciółce ze szkoły: „Ja sobie nie mogę pozwolić na utratę tej relacji”. Nie potrzebowała mi tego tłumaczyć. Od razu zrozumiałam, ponieważ też mam przyjaciółki ze szkoły. I chociaż każda z nas jest z innej bajki, ich obecność jest dla mnie bardzo cenna. Częściowo jest to chyba spowodowane tym, że mnie tak dobrze znają: miałyśmy razem wiele wspólnych przygód. Bycie z przyjaciółmi, to bycie w kręgu zaopiekowania i mocy.
Można to podsumować słowami piosenki Simple Red: If you don't know me by now, you will never never never know me. Czyli: „Jeśli nie poznałeś/ nie poznałaś mnie do tej pory, to już nigdy mnie nie poznasz”. Poznać kogoś, to dla mnie znaczy: „wiedzieć, kim ta osoba jest”, oraz „co jej w duszy gra”. Trzeba tę drugą osobę po prostu zobaczyć. Jeżeli brak tego elementu, o bliskiej relacji nie ma mowy.
Osobowość i choroby
©julitagrodek 12.07.24
Nasza dusza nosi kostium zwany "osobowością". To osobowość sprawia, że mamy skłonność do takiego a nie innego reagowania na stres. Silne reakcje na stres przynoszą konkretne straty. Stres, obok krytyki, przebodźcowania i braku asertywności, ma swój udział w wielu chorobach. Tym właśnie zajmuje się psychosomatyka, która wyróżnia cztery zasadnicze typy osobowości (podtypów jest dużo, dużo więcej). Co ciekawe, cztery (lub trzy) typy osobowości wyróżnia też psychiatria. Jak powiedział Jung, u podstaw wszystkich chorób umysłu leży niechęć do zmierzenia się z cierpieniem. Każdy z nas robi to na swój własny sposób, ale mechanizmy mamy podobne: zależą one od naszej osobowości.
Wielka Piątka
W poznaniu osobowości przydaje się klasyfikacja Wielkiej Piątki: (1) neurotyczność (w kontrze do stabilności umysłowej), (2) sumienność (w kontrze do braku ukierunkowania), (3) otwartość na nowe doświadczenia (w kontrze do stagnacji), (4) przyjazność (w kontrze do wrogości) i (5) ekstrawersja (w kontrze do introwersji). Życie daje nam wiele informacji zwrotnych; dlatego natężenie naszych cech maleje lub rośnie. Pewne cechy zmieniają się wraz z wiekiem, albo pod wpływem wydarzeń, ale jasne jest, że nie każdy robi w życiu takiego fikołka jak główny bohater serialu Breaking Bad. Pamiętacie? Walter White zaczyna jako skromny i cichy nauczyciel chemii – popychadło chorujący na raka, a kończy jako pewny siebie twardziel – handlarz narkotyków. (Jako postać fikcyjna Walter łączy w sobie wiele cech z różnych typów osobowości).
Dominator
Osobowość typu A reprezentuje pewność siebie i swojego celu. Są to osoby aktywne; mogą być sympatyczne, z dobrą motywacją. Takie typy bardzo „popychają akcję do przodu”, ale robią to dość bezwględnie. Brak im czasu na świętowanie osiągnięć, bo zawsze jest pośpiech, żeby zdążyć z kolejnym zadaniem. Całe otoczenie to odczuwa, tylko nie dana osoba, która zwykle ma uwagę w jakimś projekcie. Nie widzi swojej niecierpliwości i wrogości. Wysokie wymagania wobec siebie przekładają się na wysokie wymagania wobec innych, którzy mogą drażnić swoją niedoskonałością, brakiem bystrości, opieszałością. Będąc typem A, możemy zacząć podejrzewać, że inni ludzie są jacy są „przeciwko nam”.
Co nam daje taki styl? Nadciśnienie; choroby serca i układu krążenia. Generowane napięcie utrzymuje organizm w gotowości, ale sprawia też, że krew zużywa więcej tlenu; płytki krwi się zlepiają, co grozi zakrzepami w naczyniach. Gospodarka hormonalna może być rozhuśtana. W postawie fizycznej widzimy napięte mięśnie twarzy, podniesiony głos, szybkie ruchy, żywą gestykulację. Jeżeli ktoś w pracy sięga po zachowania typu A, ale w innych sytuacjach taki nie jest, możemy się domyślać, że jego praca, to pole walki: duże oczekiwania, odpowiedzialność i konkurencja. Taka osoba próbuje temu sprostać, ale nie leży to do końca w jej naturze i dlatego ma większe szanse na zauważenie, że brnie w coś, co ją niszczy. Inaczej jest z urodzonym typem A, który jest dominujący i w pracy, i poza pracą. Żeby zechciał to zmienić, musi się wydarzyć coś naprawdę krytycznego; poważny kryzys. Zgłoszenie się na terapię jest zazwyczaj wymuszane przez bliskie osoby.
Cierpiący geniusz
Typ A ma swoje skrajne wychylenie, nazywane „wiązką dziwaczno – ekscentryczną”. Jako przykłady takich zaburzeń u twórczych, inteligentnych ludzi podaje się Vincenta Van Gogha, Issaca Newtona, czy pisarkę Emily Dickinson. Były to osoby ze schizoidalnym zaburzeniem osobowości. W takim wypadku tym, co rzuca się w oczy jest zaniedbanie w wyglądzie, np. niechęć do mycia się. Uczucia nie potrafią się przebić przez skorupę izolacji. Gdy podejrzliwość bierze górę, rozwija się paranoja. Pojawia się wielka trudność w komunikacji; wyraźny chłód. Mamy wrażenie, że nic dla takiej osoby nie znaczymy, a ona z kolei cierpi z powodu urojonych krzywd. Generalnie, urojenia zdarzają się osobowościom schizotypowym. Myślenie jest u nich magiczne; mówią w sposób kwiecisty; ich reakcje nie pasują do sytuacji, jak np. śmiech na pogrzebie.
Zdrowy i niedoceniany
Najmniej narażona na choroby psychosomatyczne i najbardziej zrównoważona jest osobowość typu B, która wyłania się z typu A. Co to znaczy? To tak jakby wszystko to, czego A nie dał rady „przepracować” pojawiło się w B: jakość ważniejsza od ilości; cierpliwość; ambicja tak, ale niezbyt wygórowana; współpraca zamiast rywalizacji; większe zdolności adaptacyjne; lepsze panowanie nad emocjami; większa skłonność do doceniania życia tu i teraz. Typ B nie tylko mówi, również słucha i współczuje.
Typ B jest przyjacielski, ale to nie znaczy, że ugodowość i przyjacielskość nie wychodzą mu czasem bokiem. Ponieważ tak dobrze radzi sobie ze stresem, otoczenie może taką osobę „zajeździć”. Z drugiej strony, jej rozluźnienie bywa mylone z lenistwem. Może ignorować pierwszą fazę złego samopoczucia i obudzić się dopiero wtedy, kiedy coś już jej mocno dolega. Wtedy "nagle" pojawia się np migrena, aż do wymiotów. Cechy takiej osoby są „ciche” w porównaniu z głośnym typem A; może się czuć niedoceniana czy wręcz przezroczysta. Musi ciężko pracować nad asertywnością. Ponieważ potrafi dobrze funkcjonować niezależnie, może zostać zadziobana przez złe języki, które nazwą ją „wyniosłą”. Ten typ kobiet i mężczyzn jest proaktywnie nastawiony na rozwiązywanie problemów, przyjmuje informacje zwrotne i rozumie potrzebę terapii.
Dramatyczna niekonsekwencja i socjopatia
Wychylenie typu B jest emocjonalno – dramatyczne; pomaga spełnić się w aktorstwie, ale popycha do autodestrukcji. Teatralne zachowania i wrażliwość na krytykę są typowe dla histrionicznych zaburzeń osobowości. W tej grupie pojawiają się zaburzenia nastroju, histeria, samookaleczenia i depresja, oraz zachowania typowe dla osobowości z pogranicza czyli borderline. Osoby z borderline mocno seksualizują, dużo mówią, sprawiają wrażenie jakby nie wiedziały, co się z nimi dzieje. Często w tle jest epizod bycia wykorzystywanym seksualnie w dzieciństwie. Panuje strach przed odrzuceniem, chęć zatrzymania uwagi na sobie, pozostania za wszelką cenę w relacji z bliską osobą. W terapii pojawia się skłonność do manipulowania terapeutą i emocjonalnego szantażu.
Do najtrudniejszych w leczeniu zaburzeń w tej grupie należą narcystyczne zaburzenia osobowości oraz antyspołeczne zaburzenia osobowości. Tutaj chęć wywołania podziwu splata się z zanikiem empatii, zachowaniami pasożytniczymi, brakiem systemu wartości.
Unikanie i uległość
Osoby pracujące na co dzień z dorosłymi chorymi na oddziałach onkologicznych zauważają pewne główne rysy u dużej części pacjentów nowotworowych: depresyjność, skłonność do samoudręki; unikanie odpowiedzialności za swoje życie i wybory; chowanie emocji, niemożność pogodzenia się ze stratą. Bilans ich życia jest ujemny. Tłumienie uczuć plus uległość podkopują wiarę we własne siły. Psychosomatyka wyróżnia ten typ „życiowego bankruta” jako osobowość C.
Typ C jest najbardziej narażony na rozwój chorób nowotworowych. Ma słaby kontakt ze swoimi emocjami, zwłaszcza z gniewem. Chowa się za fasadą „łagodnej dobroci”. W rzeczywistości z trudem wybacza. Brak mu niezależności, swobody w kontaktach, satysfakcji z życia seksualnego. Bliskie relacje z innymi przynoszą ból, co często wiąże się z nieobecnym rodzicem, który odszedł, porzucił, umarł. Pesymistyczne spojrzenie przekłada się na interpretację wydarzeń: „wszystko” i „zawsze” układa się źle. To z kolei prowadzi do załamania układu odpornościowego.
Jako członek zespołu typ C dobrze współpracuje, jest cierpliwy i nie konkuruje z innymi. Może też poświęcać się dla innych. Jest dobrym, posłusznym pracownikiem. Polega na zewnętrznych autorytetach. Przerzuca odpowiedzialność na innych, prezentując coś w rodzaju „wyuczonej bezradności”. Dlatego wydaje się pozbawiony woli życia.
Sztywność i pedanteria
W tej grupie częste są zachowania kompulsyjno - obsesyjne, na przykład na punkcie higieny, odkażania się, walki z bakteriami itd, chociaż wariantów kompulsji może być oczywiście wiele. Mimo, iż typy C polegają na zewnętrznych autorytetach, przejawia się u nich często nadmierna kontrola. Gdy zgłaszają się na terapię, opis ich dolegliwości jest bardzo szczegółowy. Są sztywne i pedantyczne.
Osobowość typu C chce perfekcji. Będzie sprawdzać, czy psychoterapeuta na pewno wie, co robi. Zarzuci go fachową terminologią. Przez nadmierne skupienie na szczegółach a nie na rezultacie osobowości tego typu „przepuszczają” swoje cele i nie robią w końcu nic.
Zagłuszanie trudnych emocji
O ile osoby typu C często nie są świadome swoich tzw „negatywnych” emocji, o tyle osoby typu D zdają sobie z nich sprawę, ale nie chcą ich wyrazić. Nie okazywanie emocji jest świadome. Powodem jest obawa przed dezaprobatą i odrzuceniem. Charakterystyczne są tendencje do zamartwiania się i odczuwania napięcia, niskie poczucie bezpieczeństwa, pesymistyczny sposób patrzenia na świat, poczucie bycia nieszczęśliwym, nieśmiałość i słabe więzi z innymi ludźmi, dyskomfort w ich obecności, zwłaszcza wśród obcych, utrzymywanie dystansu.
Ten wzorzec postępowania sprzyja wypaleniu zawodowemu, zmęczeniu i wyczerpaniu, oraz występowaniu chorób somatycznych i psychicznych. Oprócz – jak u typu C - depresji i nowotworów, pojawiają się: choroba wieńcowa, cukrzyca, łuszczyca, astma. Typ D ma dwie wyróżniające cechy: negatywną emocjonalność i hamowanie społeczne czyli unikanie kontaktów. Główną przyczyną jest słaba odporność na stres, który wywołuje poczucie beznadziei. Lęk, gniew, irytacja, wrogość i zazdrość nie znajdują bezpiecznego ujścia.
Typ D jest w stanie wykonać wiele czynności zastępczych tylko po to, aby zaprzeczyć swoim uczuciom. W ramach rozładowywania napięcia pojawiają się „izmy”: zakupoholizm, seksoholizm, uzależnienia od rozmaitych substancji, hazardu, internetu, specyficznego jedzenia.
Z informacji powyżej widać w jak ścisłym związku pozostają nasza biologia i nasza psychika. Jeśli zastosujemy tę wiedzę w praktyce, mamy większe szanse na zdrowie i więcej energii własnej do dyspozycji.
Twój wewnętrzny Ogień
©julitagrodek 15.03.24
Na przełomie marca i kwietnia, kiedy zbliża się przesilenie, przestawiamy się na wydłużenie dnia. Nasze organizmy czekają, aż zrobi się naprawdę ciepło. Ciepło, to naturalny składnik życia. Jeśli chcesz skontaktować się z Twoim wewnętrznym Ogniem, zacznij od indukcji relaksującej, a potem przejdź. do któregoś z ćwiczeń z zasobów qi kung.
Spotkanie z personalnym Agni
Zamykając oczy, odczuj jak skóra wokół oczu się rozluźnia. Niech relaks płynie przez całe ciało jak strumień błogiego ciepła. Po prostu bądź w oddychaniu. W wewnętrznej czystości, kiedy myśli się uspokajają i odczuwasz siebie jako jedność. Z każdym kolejnym oddechem czujesz się coraz swobodniej. Wiele rzeczy staje się możliwych tylko dlatego, że puszczamy napięcie i pozwalamy sobie na głęboki relaks.
Codziennie po przebudzeniu jesteś w tym naturalnym stanie. Zanim jeszcze pojawią się komplikacje i spekulacje. Oczekiwania i nadzieje. Teraz przestrajasz się na ten naturalny stan przyjemnego bycia i Twoja uwaga jest w oddychaniu, a także w chwilach między wdechem a wydechem. Twoje czoło jest przyjemnie chłodne.
Pomyśl teraz o niebie. Niebo jest błękitne i jasne. Z tego nieba wyłania się czerwony trójkąt. Żywioł Ognia. Możesz go powiększyć do bardzo dużych rozmiarów, naprawdę ogromnych. Potem zacznij go stopniowo zmniejszać. I zmniejszać. Aż zniknie. A teraz niech znów się pojawi. Jakby wypływał z przestrzeni. Nadaj mu takie rozmiary, żeby było to dla Ciebie jak najbardziej komfortowe.
Bez solidnej i czystej energii Ognia wszystkie pozostałe elementy w naszych ciałach są zanieczyszczone. Jestem wdzięczna za mój wewnętrzny Ogień. Za entuzjazm, radość, chęć do działania, do dzielenia się... Pomyśl teraz o działaniu tego Ognia w Tobie.
Ogień, czyli Agni odpowiada za czystość spalania wewnętrznego. Tak działa ogień trawienny. Wewnętrzny Ogień pochłania paliwo organiczne. Wszystko, co jemy. Musi to zamienić na odpady, które są później usuwane. Musi też oczyścić naszą krew, co umożliwia lepsze myślenie i zdolności poznawcze.
Kiedy o tym myślisz, trójkąt przed Tobą zamienia się w płomień. Równomierny i jasny. Przyjazny płomień, który przyjmujesz z wdzięcznością, jako oczyszczający ruch i jasność. Im potężniejsze będzie Twoje osobiste Agni, tym skuteczniejszy będzie ten naturalny proces oczyszczania. Skontaktuj się z tą jakością w Tobie. Z Twoim duchem wojownika, wojowniczki. Masz moc kierowania sobą. Moc kształtowania swojego najbliższego otoczenia i siebie samej, siebie samego. Twoja aura jest promienna, jasna i czysta.
Kiedy pomyślisz o swoim ciele energetycznym, uświadom sobie, że Twój osobisty Agni też tam jest. Co robi? Jest Twoim osobistym, wewnętrznym, astralnym ochroniarzem. Chroni Ciebie przed niechcianymi wpływami. Pomyśl ze współczuciem o tych, których życiowy Ogień jest słaby, leniwy i przyćmiony, albo o tych, którzy spalają się, bo nie potrafią kontrolować swojego Ognia. Okazuj im współczucie i prowadź życie, które będzie dla nich inspirujące, ale zachowuj też wobec nich ostrożność.
Twój wewnętrzny Ogień spala blokady i przeszkody; zapewnia jasność myśli i działania. Im lepiej i płynniej rozprowadzasz swoją moc, tym wyższa będzie Twoja witalność. Twoja zdolność do skupienia woli, osiągnięcia i manifestacji zacznie wzrastać.
Daj sobie czas, żeby odczuć w sobie te jakości. Oddychaj spokojnie i głęboko, czując życiowe ciepło. Odczuj jak Agni zasila Twoje komórki i mięśnie czystością, zdrowiem i jasnością; jak osusza nadmierną wilgoć w Twoim organizmie.
Na końcu odczuj ogień Twojego serca. Chłodne czoło i gorące serce. Mój rozum i moja miłość pracują dla mnie i dla innych. Wspierają ten świat, który chcę mieć. To mój świat. I myślę o tym z wdzięcznością.
Kiedy w ciągu dnia wykonujesz jakieś ćwiczenia fizyczne, kiedy coś trenujesz, nie tylko wzmacniasz swoje ciało, ale także aktywujesz skuteczność zamiarów. Im cieplejsze i czystsze jest Twoje osobiste Agni, tym łatwiej się realizujesz. Bez żebrania, marudzenia czy lamentowania. Bez przymusu zawierania jakichś „umów”. Okazujesz swoją gotowość, siłę i hart ducha, a przestrzeń Ci odpowiada. Po prostu jesteś. Jesteś świadomością i obecnością.
Ćwiczenia na rozruch
Ćwicz co najmniej dziesięć minut. Przyjmijmy, że jeden cykl, to 21 powtórzeń jednego i tego samego ćwiczenia.
Krok pierwszy. Stoisz w lekkim rozkroku, kolana zrelaksowane. Kręgosłup prosty. Stojąc, pozwalasz ciału, żeby dopasowało się do tej pozycji. Zwróć uwagę na stopy, na ich kontakt z ziemią, z podłożem.
Krok drugi. Połóż prawą dłoń na centrum klatki piersiowej. Niech dłoń dotyka klatki piersiowej spokojnie, bez wielkiego nacisku. Połóż lewą dłoń na prawej i rozpocznij okrężne ruchy, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Te ruchy nie powinny być ani zbyt powolne, ani zbyt szybkie.
Rób energetyczny masaż ośrodka serca. Oddech synchronizuje się z ruchami. Wchodzisz w swój własny rytm powtórzeń.
Krok trzeci. Teraz zrób to samo z brzuchem. Połóż prawą dłoń na splocie słonecznym, naprawdę delikatnie. Bez nacisku. Połóż lewą dłoń na prawej i rozpocznij okrężne ruchy, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Pobudzaj swój ogień trawienny. Rób to w swoim własnym tempie.
Odczuj jak rozpalasz swój zewnętrzny i wewnętrzny ogień trawienny i mechanizmy spalania. Przeszkody, które stoją pomiędzy Tobą a Twoją skutecznością działania redukujesz do rozmiarów garści popiołu. Twój oddech naturalnie synchronizuje się z ruchami.
Możesz powtórzyć ten cykl masażu Najpierw w ośrodku serca. Twoje Agni wspomaga Twoją krew i system nerwowy. Delikatny masaż energetyczy zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Twoje płuca pracują równomiernie. Stoisz stabilnie na ziemi. Twoje ruchy są stabilne, ale delikatne. Potem przechodzisz do splotu słonecznego. Odczuj przyjemność, witalność, żywotność. Odczuj pracę swojego organizmu; bez zakłóceń, płynnie, swobodnie.
Krok czwarty. Ramiona zwisają luźno wzdłuż tułowia. Wyrzucasz ramiona do góry, żeby wykonać gest „podpierania nieba”. Wierz dłoni w kierunku nieba. Łokcie na zewnątrz. Patrz do góry.
Krok piąty. Opuszczasz ramiona, strząsając. Wzrok skierowany przed siebie. Robisz wdech, kiedy wyrzucasz ramiona w górę i wydech, kiedy je opuszczasz. Oddychaj przez nos.
Na początku ruchy są powolne. I Twoje wdechy i wydechy także są powolne i ciche. Po jakimś czasie możesz zwiększyć szybkość. Pamiętaj o geście strząsania. Ostatnie pięć razy możesz wykonać naprawdę szybko. Naprawdę szybkie podniesienie i opuszczenie ramion razem ze strzepnięciem. I naprawdę energiczne wdechy i wydechy.
Kiedy kończysz ten cykl, w ośrodku serca i płuc i w ośrodku splotu słonecznego pojawia się lekkie falowanie. Wzbudzona energia rozchodzi się po całym ciele.
Teraz możesz zrobić jeszcze jeden cykl podpierania nieba i opuszczania ramion ze strząsaniem. Rób to teraz szybko.
To ćwiczenie na rozruch nadaje się bardzo dobrze do aktywizacji w porze wiosennego przesilenia. Przyjemnego rozruchu! :)
Jak tracimy energię?
©julitagrodek 01.03.24
To ciekawe pytanie. Wampirem energii może być na przykład stale włączony telewizor; także drugi człowiek, nałogowe zachowanie, zapętlanie się myślami na przeszłości lub przyszłości. Wszystko to sprawia, że nie uczestniczymy w swoim życiu, tylko żyjemy jak gdyby we śnie, nie do końca przytomnie. Każdy z nas ma doświadczenia tracenia energii nie wiadomo jak i kiedy.
Nasze myśli są jak stado owiec, które się ciągle gdzieś rozłażą i ani się obejrzymy, a już gdzieś za nimi idziemy. W takim łażeniu za myślami możemy zupełnie się zapomnieć. Kiedy jesteśmy spokojni, po prostu doświadczamy i robimy, co mamy do zrobienia. Myśli pojawiają się i znikają; owce przestają beczeć i stają się chmurkami na niebie. Wtedy atmosfera robi się lżejsza.
Co do telewizora, jest on czarną dziurą, pożeraczem emocji. Fajnie jest obejrzeć film - raz na jakiś czas. Pośmiać się, pobać, popłakać, wzruszyć, zachwycić. Jednak w wielu domach ekran ciągle mruga i gada. Treści pobierane od gadających głów są później mielone godzinami; są pożywką do gwałtownej wymiany poglądów.
W ten sposób wielu ludzi żyje iluzją uczestnictwa w życiu publicznym. Czy to nie zabiera mnóstwo energii? Ależ tak, jest jak odkręcony kurek, przez który leje się nasza witalność. Nie mówiąc już o tym, że zasila w przestrzeni te zjawiska, których byśmy wcale nie chcieli. Jeżeli coś jest naprawdę ważne, omawiamy to i dajemy sobie spokój. W przeciwnym razie temat zamieni się w wampira.
Cierpi na tym realne uczestnictwo w życiu wspólnotowym. Jeśli chcemy w nim uczestniczyć, zacznijmy od rodziny, od najbliższych; jeśli gra w nas pasja społecznika, dopilnujmy jakichś projektów na naszym osiedlu, w naszej wsi, zaangażujmy się w pomoc domowi dziecka, we wspólną inicjatywę sąsiedzką. Możliwości jest wiele, nie muszę ich tutaj wymieniać. Możemy też w ramach eksperymentu sprawdzić, jak będziemy się czuli, jeżeli tym razem wyjątkowo nie pochwalimy się swoją aktywnością w mediach społecznościowych. Ten jeden, jedyny raz.
Drugi człowiek staje się wampirem energetycznym, jeśli mu na to pozwolimy. Istnieje możliwość pokierowania wspólnym przebywaniem w jednej przestrzeni, żeby taka osoba przestała nas „doić”. Kiedy dopływ darmowego paliwa zostanie odcięty, natychmiast okaże się, że niedoinwestowany energetycznie osobnik będzie musiał wymyślić coś innego. Kiedy funkcjonujemy świadomie, sprawy szybko się weryfikują. Niektórzy zasilają się innymi, ale nie demonizujmy. W wampirycznych relacjach biorą udział co najmniej dwie osoby. Obserwacja „co ja takiego robię, że się to dzieje”, to często dość, żeby wyciągnąć wnioski.
Poważne ubytki energii tworzy osądzanie. Zawsze po takiej „sesji” czujemy się dziwnie - zainwestowaliśmy w nią sporo witalności. Ploteczki. Żalenie się „jak bardzo on mnie skrzywdził”, „jakim strasznym jest człowiekiem”, „jak mnie dzisiaj wkurzył”, „co ona takiego zrobiła”... W którymś momencie wspólne z kimś pobycie czy posiedzenie przestaje być rozmową, a staje się „dokładaniem do pieca”. To może być zabawne; możemy mieć wrażenie, że się zwierzyliśmy; ulżyło nam (lub komuś), ale czym napaliliśmy w tym piecu? Napaliliśmy w nim swoją energią emocjonalną!
Opisane sytuacje, to nie sesje uwalniania traumy, czy oczyszczania bolesnych wspomnień. To po prostu nasiadówki, w czasie których obrabiamy rozmaitych ludzi. I dobrze jest nauczyć się kierować taką rozmową. „Energia idzie za uwagą”, to prawda. Więc jeżeli jakiś człowiek wzbudził w nas zbyt silne emocje oburzenia, zazdrości, czy złości, myślmy raczej o tym jak „gasić”, a nie - jak „dokładać do pieca”. Jeśli w odpowiednim momencie tego nie przerwiemy, będziemy ciągle nabuzowani. Uspokoimy się dopiero wtedy, kiedy całkiem oklapniemy.
Podobnie jest z ciągłym rozpamiętywaniem przeszłości albo projektowaniem przyszłości. Ta rozmowa, którą prowadzimy sami ze sobą zabiera nieskończone ilości energii. Dlatego najlepiej jest spróbować się z taki zachowań wybudzić.
Wybudzenie się może być trudne. Mówi się często, że nie żyjemy w świecie realnym, tylko w świecie naszych fantazji. Jednak to właśnie porzucenie fantazji na rzecz „tu i teraz” okazuje się prawdziwym kluczem do przygody życia. Czego nam wszystkim życzę. :)
"WEWNĘTRZNY WZROK", CZYLI DO CZEGO JEST NAM POTRZEBNA WIZUALIZACJA?
©julitagrodek 27.02.24
Człowiek od zawsze lubił sobie wyobrażać różne rzeczy. W którymś momencie zaczął sobie wyobrażać przyszłość. Pesymiści widzą ją na czarno i pogrzebowo, optymiści kolorowo i bajecznie. A jak Ty ją sobie wyobrażasz? I czy często pracujesz z wizualizacją?
Pierwsze skojarzenie może być coachingowo - biznesowe. Wielu tzw "ludzi sukcesu" lubi opowiadać o tym jak od zawsze mieli wizję swojego życia, więc coś w tym musi być!
Ale to oczywiście nie wszystko. Bez boskiego daru wizji artyści nie mogliby tworzyć, architekci nie projektowaliby domów, a jogini by nie medytowali. Wizja pomagała kobietom i mężczyznom różnych nacji znosić okupację i ciężkie ograniczenia. Wizja wspomaga leczenie i wiele innych procesów. Jest tym, co nas zasila i pomaga nam przetrwać. Zasila naszą kreację.
Wizualizacji można się nauczyć, ćwicząc pomału „wewnętrzne widzenie”, ale wizualizacja, to nie tylko wzrok skierowany na ekran naszego umysłu, ale też po prostu odczuwanie tego obrazu, który w sobie wyświetlamy. Są ludzie bardzo zmysłowi, którzy potrafią sobie zwizualizować nawet smak czy zapach! Inni z kolei bardziej czują w sensie nastroju i atmosfery.
Hipnoza bardzo mocno współpracuje z wizualizacją. Wizuallizacja może być pomocna w leczeniu, w psychoterapii, w relaksowaniu się, planowaniu dnia i przyszłości.
Czy są jakieś niebezpieczeństwa związane z wizualizacją? Tak, i chcę o tym właśnie opowiedzieć. Przykładowo. Jest różnica pomiędzy wyobrażaniem sobie punktu w przyszłości a wyobrażaniem sobie jak ma wyglądać ta przyszłość. Jakie będę mieć nawyki? Jak będę o siebie dbać? Jak będzie wyglądał mój typowy dzień w wymarzonym kiedyś, o której godzinie będę wstawać, czym się będę zajmować przez cały dzień; jaki będę mieć widok z okna, gdzie będę mieszkać, ile zarabiać i z jakimi ludźmi spędzać swoje życie – to obraz całościowy. Całościowy obraz, na który mogę nałożyć nastrój, wrażenie, wibracje, kolory, zapachy. Ale widzenie jednego, przełomowego punktu w przyszłości i uzależnianie od niego w pewnym sensie swego powodzenia, czy niepowodzenia, to już zupełnie coś innego.
Przypomina to trochę wierzenia typu: „Kiedy umrę, pójdę do nieba”. Albo: „Kiedy nastąpi ten dzień, gdy spotkam mojego przyszłego męża”, „Kiedy doznam oświecenia i wszystko się odmieni”, „Kiedy Ziemia dostąpi wzniesienia i stanie się Rajem”, „Kiedy nastąpi koniec świata”, „kosmici przylecą na Ziemię”, „Kiedy wygram milion dolarów” i tak dalej, i temu podobne. Z punktu widzenia psychologii zdrowsze jest wizualizowanie szerszego obrazu, a nie punktu w czasie i konkretnego wydarzenia, na którym się fiksujemy.
Popularny rosyjski coach Albert Safin twierdzi, że „domeną wszystkich biednych ludzi jest wyobrażanie sobie tego jednego, jedynego dnia, od którego wszystko zależy” i mówiąc „biednych” ma na myśli bardziej biedę umysłową, duchową, mentalną.
Jest w tym sporo prawdy. Tak wynika również z mojego doświadczenia. Bo ile razy moja własna „bieda umysłowa” każe mi sobie wyobrazić „ten jedyny moment”, tyle razy sama ze sobą przegrywam i nie jest to specjalnie przydatne. Kiedy jednak wchodzę wizją w szerszy obraz i się nim doładowuję i go w sobie zapisuję, okazuje się, że moja wizja faktycznie zaczyna się przejawiać w rzeczywistości.
Dlatego uważam, że fiksowanie się na jednym, konkretnym wydarzeniu/momencie wzmaga oczekiwanie i napięcie. Od tego już tylko krok do „wyładowań”, a może nawet i frustracji. To jest normalne i ludzkie, ale... czy zawsze musimy mieć pod górkę? Wizualizacja całościowych etapów, procesu, drogi wraz z celem zmniejsza napięcie i buduje dobry nastrój.
Polecane lektury: Wizualizacja - poradnik o psychologicznych metodach walki z chorobą. Francois J. Paul - Cavallier
LIMERENCJA, TO NIE TO SAMO CO, MIŁOŚĆ, CZYLI O WYCHODZENIU Z OBSESJI
©julitagrodek 21.02.24
New ageowa moda na „zjednoczenie z bliźniaczym płomieniem” trwa już od dawna i miewa się dobrze. Często przeradza się w poszukiwanie dróg duchowego rozwoju, ale jest też i gorszy scenariusz: może się okazać „ścieżką miłosnej obsesji”. Taką obsesję nazwano limerencją. Nie musi jej towarzyszyć filozofia „bliźniaczego płomienia”, zdarza się jednak, że jest podsycana przez rozmaite teorie, np. na temat inkarnacyjnego „związku dusz”, dlatego poruszam tutaj ten temat.
Limerencja, to nie to samo, co miłość
Takie teorie, czy intuicje oraz przeżycia niekoniecznie są oszukańcze czy fałszywe. Chodzi tu raczej o to, że nie pomagają komuś uwikłanemu w obsesję nabrać perspektywy, wyluzować się, odpuścić. Odczuwając "głębokie połączenie" z drugą osobą, zaczynamy doświadczać czegoś, co można nazwać miłością bezwarunkową; otwieramy się na nowy stan odczuwania. Być może dawno tego nie odczuwaliśmy, albo może w ogóle i jest to nasz pierwszy raz. Coś się w nas aktywowało. Zaczynamy czuć sercem. Jeżeli potrafimy przy tym dalej normalnie funkcjonować i żyć swoim życiem, cudownie! Jeżeli ta druga osoba też tak czuje - jeszcze lepiej! Gorzej, kiedy uzależniamy całość naszego bycia, w tym także poczucie własnej wartości, od romantycznych przeczuć, fantazji i emocji, oraz - i przede wszystkim - od reakcji drugiej strony.
Ktoś zanurzony w stanie limerencji nie przejmuje się dobrem osoby, na punkcie której ma obsesję. Jest to stan niezależny, ograniczony do umysłu tego, kto go doświadcza. W miłości druga osoba jest ważną częścią naszego życia. W limerencji wartość drugiej osoby jest często znacznie nieproporcjonalna. Innymi słowy: relacja może w ogóle nie mieć miejsca, albo jest szczątkowa czy przelotna. Doświadczenie to różni się również od zwykłego pożądania seksualnego. Osoba w stanie limerentnym niekoniecznie chce uprawiać seks z obiektem pożądania. Jest skupiona na myśleniu, odczuwaniu i analizowaniu. Wygląda to trochę tak jakby śniła na jawie.
Pragnienie bycia kochanym za wszelką cenę
Nie jest to „wygodna” informacja, ale badacze zauważają, że istnieje stała korelacja między limerencją a stanami lękowymi, depresją, czy używaniem substancji psychoaktywnych. Limerencję powiązano również z traumą, np. porzuceniem czy zaniedbaniem we wczesnym dzieciństwie. Stan mimowolnej obsesji na punkcie drugiej osoby opiera się na wielkiej niepewności – „Czy ta osoba także mnie pragnie?” Może obejmować irracjonalnie pozytywną ocenę cech tej osoby i tęsknotę za odwzajemnieniem. To również chęć bycia pożądanym, fizycznie i emocjonalnie. Cała uwaga koncentruje się na tym, czy obiekt pożądania odwzajemnia uczucia. Dla osoby, która stała się takim obiektem (o ile o tym wie!) taka rzeczywistość może być skrajnie niekomfortowa – chyba, że jest narcystycznym manipulatorem, albo... (taki scenariusz też jest możliwy) sama ma tendencję do kompensowania relacjami swoich traum.
Stan ekstazy i udręki
Ktoś zanurzony w limerencji odtwarza i analizuje każdą interakcję z daną osobą pod kątem oznak jej ewentualnego zakochania ( „On/ona też mnie kocha!”). Jeśli takie oznaki zostaną wykryte, poczucie własnej wartości idzie w górę, zwyżkuje. Ten ekstatyczny i obsesyjny stan jest rdzeniem limerencji. Może zakończyć się uczuciem smutku, agonii lub obojętności, ale jest to stan o dotkliwej intensywności, który przewyższa wszystkie inne życiowe troski. Myśli o obiekcie uczuć są uporczywe i natrętne. Możliwy jest brak apetytu, osłabienie, kołatanie serca. Jest też niepokój, czy wręcz strach, żeby nie zrobić czy nie powiedzieć czegoś w pobliżu obiektu swoich pragnień, co mogłoby tę osobę zniechęcić; skrępowanie, nadmierna świadomość tego jakich słów się używa, jak się wygląda. To rodzaj narzuconego samemu sobie więzienia. Bardziej interpretacja wydarzeń niż same wydarzenia. Podziwiasz kogoś, ta osoba pociąga Cię fizycznie, widzisz lub myślisz, że dostrzegasz cień możliwej wzajemności i proces zostaje uruchomiony.
Zauroczenie, krystalizacja i pogorszenie
W trakcie zauroczenia wszystko jest wspaniałe. Kiedy rodzaj relacji „musi się skrystalizować”, jednostka doświadcza obsesyjnej, niespokojnej i ekstatycznej intensywności swoich uczuć. W obsesji na punkcie tego, czy obiekt uczuć czuje do Ciebie to samo fantazjowanie jest bardziej ekscytujące niż realizacja fantazji. Jeśli w ogóle dochodzi do skonsumowania relacji, głód uczuć pozostaje i następuje pogorszenie. Idealizacja obiektu zaczyna zanikać, podobnie jak intensywność uczuć. Fizyczne oznaki „bycia uwięzionym w obsesji” przypominają objawy lęku lub manii: podwyższone tętno, trudności ze snem, nadmierne pocenie się, niechęć do normalnych posiłków, a w niektórych przypadkach nagły wzrost energii.
Droga wyjścia z obsesji
Idea znalezienia swego „bliźniaczego płomienia” na ogół nie idzie w parze z ułożeniem sobie z taką osobą życia, chociaż oczywiście bywają wyjątki. W wersji wyjątkowo trudnej obsesja może trwać latami i jest podsycana przez wizualizację i nakierowane na obiekt fantazje oraz myślenie.
Charakterystyczne jest uporczywe czepianie się myślami tych momentów, gdy "było dobrze" lub "było tak wspaniale", bez zauważenia, że to "dobrze" czy "wspaniale" mogło zostać "wyprodukowane" tylko i wyłącznie przez tego, który tego doświadczał. Pojawia się roszczeniowość. Nie jest to zdrowa forma relacji, jeżeli w ogóle można to nazwać relacją. Ktoś uwikłany w taką „grę pozorów” czuje się czasem ekstatycznie, innym znów razem jest w agonii, w odrętwieniu. Uczucia mogą się okazać nieodwzajemnione, ale w wypadku limerencji to za mało, żeby powiedzieć sobie „dość”.
Często osoby dotknięte limerencją zaczynają sobie z niej zdawać sprawę dopiero wtedy, kiedy znajdą się w stanie skrajnego wyczerpania. Jak z tego wyjść? Dobra wiadomość jest taka, że nie musisz wiedzieć i planować wszystkiego. Dowiedz się tylko, jaki będzie Twój następny krok...
Krok 1: Rozpoznanie wpływu limerencji.
Ten wpływ może polegać na zaniedbaniu innych relacji rodzinnych czy przyjacielskich; na zaniedbaniu własnych dzieci; na zaniedbaniu siebie samego; swojej pracy; zapomnieniu o swojej pasji. Jest to moment podsumowania zysków i strat. Uświadomienia sobie: „Co ja właściwie robię ze swoim życiem?” „Co mi to daje?” „Co mi to zabiera?'
Krok 2: Nadaj priorytet swojemu dobremu samopoczuciu.
Gra toczy się o Ciebie. Twoją duszę. Twoje zdrowie psychiczne i fizyczne. Twój dobrostan. Przypomnij sobie jak to jest cieszyć się życiem; być wyluzowanym i spokojnym, radosnym i podekscytowanym – kiedy te wszystkie stany nie są uzależnione od obiektu Twoich uczuć, ale pojawiają się po prostu z Ciebie. Dlatego, że jesteś!
Krok 3: Skieruj energię na samoopiekę.
Nauka opiekowania się sobą jest procesem. Jesteśmy dorośli i bez względu na to, co wydarzyło się w naszym życiu, jakie było nasze dzieciństwo, jakie błędy popełniliśmy – żadna z tych rzeczy nie jest powodem do krzywdzenia siebie, zaniedbywania siebie. Krzywdzenie siebie jest rodzajem samonienawiści, która potrafi kaleczyć nie tylko nas, ale też cały świat wokół nas.
Krok 4: Rozwiąż podstawowe problemy.
Te wynikające z zaniedbania. Te, które powstały wtedy, kiedy zajmowała Ciebie Twoja obsesja. Oraz wszelkie inne, które były spychane na margines, może nawet latami. Problemy, to nie tylko sprawy materialne; to również uwaga i wysiłek poświęcone temu, co naprawdę ważne.
Krok 5: Poszukaj wsparcia zewnętrznego.
Będąc w kryzysie, musimy sprawy przegadać z kimś kto w nas wierzy i jest nam życzliwy. Jest to też moment, w którym możemy skorzystać z pomocy terapeuty.
Krok 6: Zarządzaj wyzwalaczami.
„Wyzwalaczem” jest wszystko to, co ściąga nas w dół, w mroczną krainę rozpamiętywania; do znajomego stanu „snu na jawie; do dobrze znanych stanów agonii, apatii, zmartwienia, niskiego poczucia własnej wartości. Ponieważ mamy już pewne doświadczenie, możemy nauczyć się rozpoznawać te elementy i wiedzieć, czego unikać. Możemy też wyrobić w sobie nawyk kierowania w takich momentach uwagi na coś innego, lub zajęcia się czymś innym. Stawką jest nasze szczęście, np. przejście na zdrowsze formy relacji.
Krok 7: Przyjmij miłość własną.
Jesteś ze sobą dzień po dniu. Poznaj tę osobę, z którą jesteś. Naucz się ze sobą spędzać czas i rozpoznawać swoje emocje. Zamiast od siebie uciekać, po prostu bądź ze sobą i w sobie najpełniej i najlepiej jak potrafisz. Jest sporo racji w powiedzeniu, że ktoś, kto potrafi zaakceptować i pokochać siebie, potrafi również dać miłość i akceptację drugiej osobie.
Ukochanie samego siebie, objęcie i utulenie swojego wewnętrznego dziecka nie ma nic wspólnego z megalomanią. Miłość własna jest częścią miłości bezwarunkowej, a bycie swoim najlepszym przyjacielem jest inwestycją w zdrowienie. Daje nam rodzaj pełni i kompletności, a przez to – także nadzieję na stworzenie szczęśliwych relacji i związków, które dzieją się tu i teraz, a nie w świecie marzeń i fantazji.
"DRZEWO"
©julitagrodek 11.02.24
Chcę ci przedstawiać ćwiczenie z zasobów qi kung. Będzie ci do tego potrzebna otwarta przestrzeń w naturze. Pracuj z żywiołem drewna. Drzewo, to wzrost, odradzanie się do życia, ekspansja.
Pozycja stojąca, wyprostowana. Niezbyt duży rozkrok. Głęboki wdech, zatrzymaj i wypuść. Opuszczają Ciebie wszystkie toksyny, złogi i napięcia. Wdech, zatrzymaj i wydech.
Kiedy będziesz oddychać w takim rytmie, przypomnij sobie jakie są cechy yin i jakie są cechy yang. Yin oznacza ciemny, ciężki, powolny, żeński. Yang - lekki, jasny, szybki, męski. Te dwa przeciwstawne światy istnieją razem w równowadze. Yin, to siły kobiece, takie jak woda, miękkość, intuicja. Yang, to siły męskie, takie jak ogień, asertywność, twardość, racjonalne myślenie.
Kiedy stoisz na otwartej przestrzeni, koncentrujesz się na najwyższym miejscu na swoim ciele. Jest to czubek głowy. To miejsce na twoim ciele jest najbardziej yang. Przyjmuje najwięcej światła i ciepła.
Wyobraź sobie, że jesteś drzewem i wzrastasz. Korona drzewa - jego czubek ciągnie do światła i ciepła. Tak następuje wzrost. Ramiona luźno zwisają wzdłuż ciała. Kręgosłup prosty. Odczuwasz w nim lekki impuls wyciągania do góry. Ten impuls biegnie od tyłu po części szyjnej i obejmuje tył głowy, aż dochodzi do miejsca najbardziej yang na twojej głowie. Wyciągasz się do światła i ciepła. Rośniesz, ekspandujesz.
Zatrzymujesz ramiona w miejscu, panuj nad nimi. Twoje łopatki naprężają się i dół pleców pracuje. Ciało samo się ułoży do wyciągania. Daj sobie czas. Skupiaj się na najwyższym miejscu na swojej głowie, myśląc jak przyjmujesz te wszystkie właściwości światła i ciepła, i wzrostu. Wszystkie właściwości yang. W kulminacyjnym momencie wyciągania wyrzuć ramiona do góry: ułożą się w kształt litery V.
6. Opuść ramiona, niech znów zwisają luźno wzdłuż tułowia. Teraz znajdź na swoim ciele miejsce najbardziej yin. To twoje krocze. Najbardziej ukryte, najbardziej ciemne. Skup się na tym miejscu i odczuj wszystkie te właściwości yin: miękkość, poddawanie się, przyjmowanie.
7. Opadnij do tego miejsca. Możesz odczuć naturalny impuls jakby minimalnego spychania się kręgów kręgosłupa. Jakby wszystko schodziło w dół. Żadne drzewo nie będzie wzrastać bez tej ciemnej, wilgotnej części: tam, gdzie mieszczą się korzenie i gromadzi się wilgoć. Możesz lekko ugiąć kolana, zachowując lekki rozkrok. Skupiaj się na miejscu yin w swoim ciele.
8. Możesz powtórzyć ćwiczenie wyciągania się i opadania w rytmie oddechu. Wdech – wyciągasz się do góry. Zatrzymaj – czujesz ciepło i światło na czubku głowy. I wypuść – opadnij do krocza.
9. Licz w myślach do pięciu przy wdechu, do pięciu przy zatrzymaniu i do pięciu przy uwalnianiu. Wdech (5), zatrzymaj (5) i wypuść (5). Kiedy zmęczy Ciebie liczenie, rób wszystko naturalnie, w swoim własnym tempie.
Rób to codziennie, wzraz z rozwijającym się cyklem wiosny, kiedy energia żywiołu Drewna budzi się do życia i jest najbardziej aktywna. Możesz później kontynuować w ciągu lata. To ćwiczenie należy do tzw „powolnej gry qi kung” - powtarzane przez dłuższy czas nagromadzi w tobie na poziomie ciała i umysłu pożądane właściwości żywiołu drewna. Miłego ćwiczenia!
Energia przemian może i powinna pracować dla Ciebie :)
©julitagrodek 11.04.23
Witaj. To, co się obecnie dzieje zmusza nas jak nigdy dotąd do poukładania się ze sobą na nowo. Ze sobą - z innymi - ze światem. Czy Ty też tak to odczuwasz? "Jest dziwnie", to mało powiedziane! Jednak z drugiej strony, to dość wyjątkowa okazja, by wykorzystać potężną energię przemian dla siebie. Właśnie teraz!
W sobotę 15.04.2023 w godz. 11:00-18:00 zapraszamy Cię na warsztat on-line, na który możesz się zapisać pod adresem
juliagrodek@gmail.com
lub przez What'sApp 695 945 294.
Serdecznie zapraszamy na spotkanie! Julita i Ela
NEUROLINGWISTYKA - PSYCHOLOGIA - TRANSERFING
©julitagrodek 21.01.23
Witaj w u progu nowego roku azjatyckiego, który zwiastuje Wiosnę! Jest to dobry moment, żeby podzielić się moimi ulubionymi ćwiczeniami z psychologii, neurolingwistyki i transerfingu. Znajdziesz je w kursie pt Twój przyjaciel umysł. Kurs składa się z 3 części podręcznika w wersji pdf. Do każdej części załączam nagrania mp3, które mają taką zaletę, że można ich słuchać w dowolnym momencie dnia, kiedy nie ma się możliwości czytać tekstu.
Kurs można zamawiać od 23.01.23, pisząc pod adres
juliagrodek@gmail.com
Psychologia - aby mieć lepsze relacje z umysłem podświadomym; neurolingwistyka - aby być odporniejszym na otaczająjcą nas zewsząd manipulację; transerfing - aby wybrać optymalny wariant.
Książka przeznaczona dla osób zainteresowanych autoterapią, lubiących "iść po swoje". Teoria plus ćwiczenia.
Co to znaczy "być odpowiedzialnym za swoje marzenia" i czy można się tego nauczyć.
Wzięcie odpowiedzialności za pożądaną zmianę, za swoje marzenia... nie jest to wcale takie oczywiste! Jak zniesiemy presję bardziej efektywnego stylu życia? Boryka się z tym wiele osób, które rzucają nałogi, albo zaczynają robić coś radykalnie nowego. Dlatego zmiany oceniamy w kategoriach kontekstu oraz tzw „ekologii”. Uczymy się szacunku dla sposobu w jaki poszczególne elementy naszego świata na siebie oddziałują. Kiedy zmieniamy jeden element, zmienia się cały układ.
Wyobraź sobie, jaki wpływ na systemy wokół Ciebie i w Tobie ma dowolna zmiana, którą chcesz osiągnąć. Każda zmiana uruchamia efekt domina. Ktoś przestaje pić i z zabawowego, wesołego osobnika przeistacza się w kłębek nerwów. I to właśnie wtedy żona postanawia go rzucić. Albo - pracujemy usilnie nad tym, żeby stać się bardziej asertywnymi i gdy się w końcu udaje, odpadają z naszego życia "przyjaciele", którzy lubili nas, gdy byliśmy ulegli; teraz dziwnym trafem przestaje im być z nami po drodze. To tak jakby rozjechały się samochodziki. Samochodziki rozjeżdżają się znienacka, zostajemy sami, bez wsparcia. Jak sobie poradzimy?
Może być tak, że od spełnienia danej rzeczy zależy "ocalenie samego siebie/samej siebie". Wiemy, że jeśli tego nie zrobimy, czeka nas marny los. Może chodzić o uwolnienie na głębokim, duchowym poziomie, lub o sprawę tak z pozoru banalną jak zmiana pracy, ponieważ ta, w której jesteśmy zaczęła w nas wywoływać niekorzystne objawy psychosomatyczne.
Zakres tego, co rozumiemy przez „osiągnięcie celu” jest bardzo szeroki, poczynając od wyjścia z dręczących nas latami traum, a kończąc na tym, co potocznie nazywamy „realizacją marzenia”. Samorealizacja czy też sięgnięcie po więcej z tego, co może nam zaoferować życie wiąże się ze zrobieniem porządku w sobie samym. Kiedy kierują nami programy autodestrukcyjne, jesteśmy przyzwyczajeni do kiepskiego samopoczucia i każda sytuacja utwierdza w nas to samopoczucie. Kiedy przekraczamy negatywne wzorce, okazuje się nagle, że jesteśmy jakby kimś innym. Wtedy rodzi się dylemat, coś w rodzaju: „No dobrze, potwór zniknął, ale czego będę doświadczać teraz – zamiast?” Czy pozwolę sobie na dobry humor, radość, a czasem - o zgrozo! - na szczęście? Czy znajdę w sobie gotowość na nowe doznania, czy będę się jednak kurczowo trzymać starych? Hej, moje traumy! Gdzie jesteśecie?
"Ja" niestraumatyzowane różni się bardzo od "ja" straumatyzowanego. Nie tylko może przestać być ofiarą, szukać zewnętrznego oprawcy, ale też zrywa z rytualnym samobiczowaniem. Wtedy przyjaciel, który uwielbiał być naszym Zbawcą czuje, że w jakiś sposób mu się wymykamy. Pojawiają się straty towarzyskie, nieporozumienia. Istniejemy w systemie naczyń połączonych: jednym Twoja zmiana będzie w smak, spodoba im się, zainspiruje, innym nie i z tym trzeba się liczyć. Jest to cena za pójście w pożądanym kierunku.
Przemy do zmiany, która ma nas uszczęśliwić, ale kiedy już tam docieramy, pojawiają się jakieś obce, trudne do ogarnięcia elementy. Bywają takie cele, które nie są "nasze". Podpatrzyliśmy je u kogoś i też tak chcemy. Mówienie o celach naszym własnym językiem, wspieranie wyobraźnią albo opisem, unikanie małpowania - wszystko to składa się na naszą autentyczność.
Jak osiągnąć swój cel i nie polec?
©julitagrodek 19.12.22
Są też cele, które realizujemy bez współczucia dla siebie i innych. Kupujemy samochód, na który nas nie stać. Drastycznie się odchudzamy i potem nie mamy siły. "Realizujemy pasje", zaniedbując emocjonalnie nasze ukochane (podobno) dzieci. W rezultacie drenujemy siebie i innych z energii. Jest to podejście typu "za wszelką cenę". Dlatego czasem warto negocjować, iść na kompromis. Może się zdarzyć i tak, że dobrowolnie zrezygnujesz z niektórych rzeczy i jest to kolejna umiejętność, do której trzeba dojrzeć.
Osoba z rozbudowaną intuicją (lub zdolnością przewidywania) wyczuwa, że w tym procesie przyjdzie się zmierzyć z niespodziewanymi okolicznościami. Na przykład, z naruszeniem relacji towarzysko – zawodowych, albo rodzinnych; z krytyką ze strony otoczenia. Być może z własnymi ograniczeniami psychicznymi albo fizycznymi, które dojdą do głosu, gdy znajdziemy się "w innym miejscu". Dobrze, jeśli tego typu wątpliwości pojawią się p r z e d zaplanowanym działaniem, ponieważ jest to moment, w którym możesz dopracować swój wynik. Potrzebna jest elastyczność i otwartość. Mówiąc technicznie: możemy się przygotować i zminimalizować potencjalne negatywne efekty bez paraliżowania realizacji naszego projektu.
Tak wygląda podejście racjonalne, ale nie wszyscy jesteśmy racjonalni i bywa, że musimy się uczyć " w biegu" i już "w trakcie" dokonywać korekt. Jest to również jak najbardziej w porządku, dopóki jesteśmy w stanie wyciągać wnioski i traktować to, co się z nami czy u nas podziało jako informację zwrotną.
Wizualizacja, to Twoje wewnętrzne "kino". Jaki film chcesz sobie wyświetlić?
Odpowiadając bardziej szczegółowo na pytanie "Jak działa wizualizacja?":
nasze wewnętrzne "kino" zmusza umysł do większej koncentracji, programując RAS (ang. reticular activating system), czyli siatkowy system aktywujący, znajdujący się w części mózgu odpowiedzialnej za pobudzenie i motywację;aktywuje podświadomość i jej twórcze siły. W rezultacie to, co oglądasz na ekranie swojej wyobraźni ujawnia się - w takiej, czy innej postaci - na zewnątrz Ciebie. Świat jest Twoim lustrem... a bajka, którą samemu sobie/samej sobie opowiadasz dzieje się także tutaj, w tej widzialnej, namacalnej rzeczywistości.
Jak działa wizualizacja?
©julitagrodek 22.11.22
Obejrzyj i wysłuchaj poniższą indukcję, która doskonale nadaje się do samodzielnej pracy. Sprawdź, jak na Ciebie podziałała. Usypiająco? Aktywizująco? Odświeżająco? Wizualizacja jest potężnym narzędziem, stosowanym przez trenerów sportowych, nauczycieli, coachów NLP. W tradycjach duchowych Wschodu też ją możesz znaleźć. Zanim coś się zamanifestuje na planie fizycznym, musi zostać najpierw w y m y ś l o n e. Potem następuje "szkic" na planie eterycznym. Dopiero na końcu widzimy materialny rezultat. Tej drogi nie da się odwrócić! Dlatego zawiadowanie Twoim systemem wyobrażeniowym powinno być jednym z Twoich priorytetów.
Co to jest regressing i czy może być niebezpieczny?
Regressing stosuje się w przypadkach silnego oporu podświadomości, gdy żadna inna terapia, praktyka duchowa czy praca własna nie działa. Klient sam podejmuje decyzję, co chce zrobić z danym wspomnieniem. Technika ta służy uwalnianiu traumy z przeszłości wiążącej się z dojmującymi objawami i przykrymi wspomnieniami. Na wspomnienia traumatyczne reaguje zarówno umysł jak i ciało. Przy takich wspomnieniach może dojść do chwilowego zesztywnienia kończyn, nie jest to jednak nic niebezpiecznego (chyba, że regressing jest stosowany wbrew przeciwskazaniom, o czym poniżej). Innym objawem jest „walka” o odzyskanie naturalnego rytmu oddechu, który się zaburza w wyniku stresu (wspomnienia o stresie). Nie chodzi tu jednak o hiperwentylację, intensywne oddychanie.
Nie chodzi również o wmówienie sobie „wspomnień z poprzednich wcieleń”. Klient jest jedynie prowadzony do momentu, gdy po raz pierwszy odczuł daną emocję/sensację. Może to być wczesna faza obecnego życia lub któryś z poprzednich żywotów, przy założeniu, że istnieje ciągłość strumienia świadomości. Co się „robi” z takim wspomnieniem? Istnieje możliwość jego uwolnienia (to po pierwsze), obejrzenia i oczyszczenia.
Co powinno być efektem sesji regressingowej? Odzyskanie wolności myślenia i działania. Na pewno nie jeszcze większe przyzwyczajenie do niepożądanych reakcji! Sesję regressingu może podsumowywać (już po oczyszczeniu) progressing czyli wyniesienie w przyszłość: zobaczenie jak klient będzie funkcjonować w danej sytuacji z nowo nabytą wiedzą i nowym doświadczeniem siebie.
Jak to się w ogóle dzieje, że osoba wchodzi w inny, głębszy poziom świadomości? Jak to wygląda z punktu widzenia pracy mózgu? Hipnotyzer pobudza ciało migdałowate (które odpowiada za pamięć emocjonalną) do zwiększenia aktywności, a potem sprawia, że to ciało bardzo tę aktywność zmniejsza. To właśnie wtedy wchodzimy w rodzaj transu, w którym mamy dostęp do informacji normalnie przed nami ukrytych.
Tak czy inaczej, regressing może być niebezpieczny, jeśli jest stosowany wbrew przeciwskazaniom. Nie powinno się go stosować u dzieci poniżej 16 r.ż. , kobiet w ciąży, osób nietrzeźwych, biorących leki psychotropowe czy narkotyki, psychotycznych, niedojrzałych duchowo, takich, które mają zbyt silne stany lękowe i brak pozytywnych skojarzeń (z tymi dwoma ostatnimi podtypami lepiej najpierw przeprowadzić solidną terapię integracyjną). Są też tacy ludzie, którzy tak się rozluźniają w czasie dowolnego seansu hipnoterapii, że po prostu zasypiają, a nawet... chrapią. Wtedy praca ze wspomnieniami nie ma sensu.
3 NAJCZĘŚCIEJ ZADAWANE PYTANIA
©julitagrodek 21.11.22
Co to znaczy "indukcja hipnotyczna"?
Jest to wprowadzanie osoby w głębszą koncentrację. Niektórzy wolą nazywać to "leczniczym transem", to takie trochę retro określenie, ale bardzo dobrze oddaje sens tego, co się wtedy dzieje: dana osoba podąża za instrukcjami hipnoterapeuty; zagłębia się w sobie, reguluje oddech i ciepło ciała, doświadcza przyjemnego rozluźnienia... To najprostszy przykład. Hipnoterapeuta mówi dajmy na to: "Pokażę Ci teraz technikę, która pomoże Ci się zrelaksować. Podnieś prawą dłoń i zobacz jak palce Twojej prawej dłoni zaczynają się rozchylać. To dzieje się zupełnie naturalnie i teraz, kiedy to mówię, Twoja dłoń zbliża się pomału do Twojej twarzy, a gdy jej dotknie, Twoją twarz - od czoła, poprzez policzki aż po brodę - ogarnie błogi relaks"...
Indukcje zawsze zawierają element fizycznego rozluźnienia, ale nie zawsze funkcje fizjologiczne organizmu są w nich najważniejsze. Wiele indukcji hipnotycznych skupia się na metaforycznych obrazach i na budowaniu wewnętrznej "akcji", przez co daje możliwość opanowania naszych fobii, uwolnienia z ciała i umysłu zadawnionych traum i oczyszczenia, a także kreowania pożądanych stanów.
Co to jest podświadomość?
Jest to część umysłu przypominająca magazyn: mieszczą się w nim wspomnienia, programy, przekonania. Jak sama nazwa wskazuje, magazyn ten jest p o d umysłem świadomym, a więc - jak gdyby go nie widzimy. Proces formowania się podświadomości jest dosłowny: przyczyna – skutek. Nie analizuje; nie szuka najlepszego rozwiązania. Funkcją nadrzędną podświadomości jest zapewnienie nam przetrwania. Robi to często w sposób pokraczny i niezgrabny z punktu widzenia naszego umysłu świadomego. Jeśli jej nie oswoimy, nie poznamy kierujących nią procesów, będzie nam często wyświadczać niedźwiedzie przysługi, ponieważ działa automatycznie. Podświadomość reguluje również funkcje fizjologiczne. Pamiętaj, że około 95% czynności wykonywanych przez nas na co dzień jest nieświadoma!
Nasz umysł przypomina wyspę na oceanie. Znamy tylko fragment lądu ponad wodą i uważamy, że poznaliśmy całe terytorium. Często nie chcemy wiedzieć, co się dzieje pod powierzchnią, a przecież kotłuje się tam cała masa pragnień i programów, które nami kierują. To tak jakbyśmy jechali na automatycznym pilocie, który nie zapyta nas nawet: "Gdzie pan/pani życzy sobie dojechać?" Nie znaczy to jednak, że podświadomość milczy. Wręcz przeciwnie, komunikuje się z nami regularnie poprzez: sny, przejęzyczenia, uporczywość powtarzalnych zdarzeń, objawy psychosomatyczne...
Jeśli chcesz się nauczyć czegoś nowego, bądź w polu osób, które się tym zajmują. "Wchłoniesz" umiejętności z ich pola informacyjnego!
Pola świadomości
Być może znana Ci jest teoria pól morficznych Ruperta Sheldrake’a. Zgodnie z jej założeniami każde zjawisko (materialne lub nie) posiada swoje pole morficzne, czyli uniwersalną bazę danych – zapis informacji, emocji i energii nagromadzonych od momentu powstania tego zjawiska, aż do chwili obecnej. Pola te przenikają i otaczają tzw. „jednostkę morficzną”, którą może być osoba, zwierzę, przedmiot, myśl czy uczucie, a także grupa osób, a nawet abstrakcyjny koncept.
W trakcie sesji prowadzonej metodą dwupunktu podłączamy się do pola, które nas w danym momencie interesuje (np pole zdrowia), a także do pól wszystkich zjawisk, które uformowały daną sytuację. Jaki jest rezultat synchronizacji z pożądanym przez nas polem? Synchronizacja przywołuje do naszego życia zjawiska z obszaru tej konkretnej częstotliwości. Taka synchronizacja jest czymś, co wiele osób potrafi robić w sposób naturalny. Jeśli jednak mamy się tego uczyć, metoda dwupunktu jest dla nas świetnym rozwiązaniem: uczymy się „przyciągania“ sytuacji, na których nam zależy.
Prawo rezonansu
Prawo rezonansu stanowi: rezonować to wibrować we współodczuwaniu. Stąd słowo „współczucie”. Prawo rezonansu bierze udział w ewolucji zbiorowości i jednostek. Dlatego powinniśmy zwracać uwagę na swoje myśli, oraz na to, z czym rezonujemy. Z drugiej strony, rezonans pomaga nam w zlokalizowaniu punktów zapalnych, punktów problemu, choroby, zaburzenia. Może nam też pomóc w nauce nowych umiejętności – możemy się „podłączyć“ pod pole informacji danej grupy. Pod tym względem rezonans morficzny jest bardzo pożytecznym procesem.
Kim jesteśmy, żeby oceniać, że nam wolno to robić?
W roku 2005 strona naukowa NASA doniosła o tajemniczej, ale potężnej częstotliwości energii pochodzącej z kierunku centrum galaktyki. Rzecznik prasowy NASA powiedział, że ta częstotliwość przenika każdy atom w Układzie Słonecznym, co niesie ze sobą efekt zupełnie nieprzewidywalny. Jeśli tak właśnie przejawia się Źródło (przez niektórych nazywane Bogiem), możemy przyjąć, że i my jesteśmy jego przejawieniem i że nie żyjemy w statycznym wszechświecie; że ewolucja jest raczej normą niż wyjątkiem i że wszyscy jesteśmy częścią procesu ciągłej ewolucji w tym czasie.
Punkt zero
W polu potencjału, w punkcie zero, istnieje nieograniczona liczba różnych wariantów. Mamy po prostu możliwość powrotu do pierwotnej harmonii. Stres nie ma miejsca, kiedy kierujemy się ku najlepszym rozwiązaniom wybranych spraw. Jest to bardzo efektywny styl życia. Każdy z nas, bez względu na rasę, płeć, wykształcenie i pochodzenie, może tego doświadczyć. Fizyka współczesna zlokalizowała coś, co nazwała punktem zero, którego nie da się zmierzyć - ani częstotliwościami, ani w żaden inny sposób. Jest to punkt potencjalnego tworzenia, bo w tym punkcie energia jest bezkształtna. W praktyce oznacza to dla nas, że jesteśmy w stanie w świadomy sposób kreować swoje życie.
Jakie możliwości ma człowiek?
W wizji kwantowej człowiek jest zarówno cząstką jak i falą. Jesteśmy cząstką – pojedynczą jednostką, ale w rzeczywistości jesteśmy też falą i dlatego możemy łączyć się ze wszystkimi rzeczami. Cały czas jesteśmy w kontakcie ze zbiorową świadomością. Jeżeli siebie przeprogramujemy, wejdziemy na wyższy poziom rozwoju, powstanie nowa cząsteczka zbiorowości. Nie tylko jesteśmy w stanie zapewnić dobre życie sobie i swojej rodzinie, ale też możemy dodać od siebie coś pozytywnego do wspólnej puli. Im więcej takich cząsteczek, tym większa świadomość zbiorowa. Tak przebiega ewolucja zbiorowości.
O metodzie dwupunktu i polach świadomości ©julitagrodek 15.11.22
Gdy umysł rozszerzy się, żeby objąć rzeczywistość nowego doświadczenia, już nigdy nie skurczy się do dawnego sposobu widzenia świata. (Matryca energetyczna, R. Bartlett)
Z czym pracujemy?
Metoda dwupunktu niczego nie wyklucza, więc każdy może ją włączyć do swojej życiowej praktyki. Działa zgodnie z polem informacyjnym, które – ogólnie mówiąc – jest wszędzie, oraz polem serca, które jest wielokrotnie silniejsze niż pole mózgu. Potencjalnych rozwiązań jest mnóstwo i możemy przyjąć najlepsze dla nas rozwiązanie z pola informacji. Podchodząc do dwupunktu, patrzymy na trzy poziomy: 1. ciało, 2. emocje, 3. przekonania i do każdego z nich zadajemy to samo pytanie o transformację, o rozwiązanie problemu.
Pytamy: czy z moim "problemem" są związane odczucia w ciele? Czy są z nim związane jakieś emocje? Czy są z nim związane jakieś moje przekonania lub wierzenia? Dlaczego „przekonania” także brane są tutaj pod uwagę? Ponieważ dbamy o to, żeby nasz system wartości nas wspierał, a nie podstawiał nam nogę. To właśnie w tej sferze ukrywa się nasze „zasługuję – nie zasługuję”, nasz system kar i nagród.
Procedura
W zależności od kraju, w którym jest przekazywana, metoda dwupunktu różni się opisem. Ja korzystam z procedury Catrin Jacksties, uczennicy hawajskiego szamana Serge Kahili Kinga . Catrin nazywa ją Two Points, One Smile. Ćwiczenie zabiera dosłownie kilka minut. Wykonujemy je z otwartymi oczami, aby nie wpaść w świat własnych fantazji, czy wizji. Obserwujemy, co się z nami dzieje. W momencie transformacji w naturalny sposób wchodzimy w stan alfa, w którym najłatwiej pracować z intencją. Jeśli tylko dostroimy się do przestrzeni i zaufamy swojej uważności, wejdziemy w to, co fizyka kwantowa nazywa „punktem zero”. Jest to stan pusty, wolny od myśli, a jednocześnie (paradoksalnie) pełen potencjalności. Wszystko jest światłem i informacją.
Mamy intencję zmiany/odblokowania energii czyli rozwiązania "problemu".
Ufamy odczuciom (mogą być fizyczne lub inne) i sprawdzamy, w jakim punkcie przestrzeni lub w naszym ciele znajduje się „punkt problemu” i wyznaczamy go lewą dłonią.
Prawą dłoń kładziemy na sercu.
Łączymy się z naszą intencją; „wrzucamy” intencję w pole informacji.
Dostrajamy się do punktu zero i gdy czujemy, że jest to właściwy moment (to zwykle bardzo krótka chwila), wypowiadamy, najlepiej na głos, kluczowe słowo, np. „Transformacja”, albo „Zdrowie”.
Dziękujemy za transformację, tak jakby już się dokonała. To końcowe uczucie wdzięczności jest bardzo ważne. Unikamy jednak tworzenia czegoś na siłę. Szukając punktu w przestrzeni, idziemy za instynktem. Proces ma być naturalny.
Wszystko, co określamy jako realne, jest stworzone z rzeczy, które nie mogą być uznane za realne. Jeżeli mechanika kwantowa jeszcze dogłębnie tobą nie wstrząsnęła, to znaczy że jeszcze jej nie zrozumiałeś. (Nielse Bohr, fizyk)
Matryca energetyczna, to konkretne zjawisko, którego efekty da się zaobserwować. Stosując siły znane współczesnej fizyce, możemy wykorzystać stany zdrowej świadomości z różnych chwil – trochę tak, jakbyśmy podróżowali w czasie - i wprowadzić je w teraźniejszość, aby uzyskać natychmiastowe, głębokie rezultaty. Ten proces został opisany przez Richarda Barletta, który zaczął go dostrzegać w latach 1996 – 1997, kiedy odkrył korelację między dotykaniem swoich pacjentów a intencją ich uzdrowienia stosowaną „z wysiłkiem koncentracji“. Pracując w ten sposób, zaobserwował istotne zmiany dotyczące przywracania pacjentom równowagi fizycznej, psychicznej i duchowej, i to w sytuacjach zaburzeń psychosomatycznych, które nękały ich od lat. Następnie usystematyzował swoje odkrycie jako „dwupunktową metodę transformacji”.
Dwupunktowa metoda transformacji korzysta w równej mierze z nauki, co z duchowości. Podstawy jej działania zostały wyłożone przez doktora Barletta w Matrycy energetycznej i Fizyce cudów. Proces sugerowanej zmiany opiera się na podstawowych zasadach przyjętych w dziedzinie fizyki kwantowej.